O upadku Australii i kultury zachodu - w subiektywnym skrócie

Nie wiem  czy to efekt przekroczenia trzydziestki, czy może trzech lat w Australii, a może krytycznego wieku trzech lat najmłodszego dziecka...ale od jakiegoś czasu coraz bardziej moje teksty dryfują w głąb. Atrakcje turystyczne już nie są tak ekscytujące do opisywania, bo stały się stałym elementem mojego rodzinnego krajobrazu. Opisywanie przyrody i zwierzątek zastępuję prostym ich obserwowaniem. Mało zdjęć, więcej myśli. 
Dziś będzie śmiertelnie poważnie. Oszczędzę Wam szczegółowego opisu nocnej posiadówki na kempingu, jak to obserwowaliśmy bezgłośny lot Paszczaka Australijskiego, czy akrobacje Lotopałanki karłowatej (doszukałam się polskich nazw tych zwierzątek i się zastanawiam, kto takie okropne nazwy wymyślił?).
Dziś będzie śmiertelnie poważnie. Australia upada. Kultura zachodu się degraduje. Myślę, że każdy logicznie myślący, obserwujący, czytający i sceptycznie nastawiony do mediów mainstreamowych powie to samo.

Z opowieści dłużej mieszkających w Down Under, proces staczania się Australii zaczął się około 40 lat temu. Począwszy od upadku moralnego, przez kulturalny i co najbardziej jest widoczne obecnie - upadek standardów pracy i samodyscypliny. Australijscy pracownicy i pracodawcy są bylejacy, byle jakoś przepchnąć. Ciągłe ściąganie specjalistów zza granicy jest tylko doraźnym sposobem, bo system edukacji kuleje. Standardy na całej linii są obniżone, żeby wszyscy mogli się czuć dobrze. Równanie w dół - to sposób na równouprawnienie, wielokulturowość, poprawność polityczną, bezstresowe wychowywanie dzieci (kuriozum zlepka tych słów ciągle mnie szokuje). 
To co piszę, może szokować. Wielu z Was może się nie zgadzać, bo przecież trzeba iść do przodu, trzeba być nowoczesnym i niemoherowym. Nie chodzi mi o kłócenie się o poglądy w kwestiach małżeństw gejowskich, aborcji czy religii. Zupełnie nie o to chodzi. Chodzi o to jak traktujemy swoje życie i nasze miejsce w świecie. 
To, co mnie ostatnio najbardziej dręczy, to myśl, w jakim świecie będą żyły moje dzieci. Na ile to, co im wpajam, pozwoli im pozostać dobrymi, moralnymi, odpowiedzialnymi i uczciwie pracującymi ludźmi. Z pasją, wolnością od uzależnień, odpowiedzialnością, głęboką wiarą i satysfakcją z dobrze przeżytego życia.
Za dużo wokół widzę "fejku", za dużo bylejakości, za dużo płytkości i pustki. Szkoła powtarza mi, że "you did your best!", nauczyciel nie zauważa braku postępów, dopóki dziecko nie zaczniesz sprawiać problemów. Koledzy lubią, doki jesteś "cool". Pracodawca Cię trzyma na stanowisku, bo nie może Ci wprost powiedzieć, że robisz coś źle. Menadżer wkręca, że nie ma problemów - są tylko rozwiązania. Kolega z pracy toleruje Twoją niekompetencję, bo tu nikt nikogo nie krytykuje, a jeśli jeszcze jesteś kobietą, homoseksualistą, niebiałym...to wiadomo, nikt nie chce być oskarżony o rasizm, homofobię czy modne ostatnio molestowanie seksualne.
Przebarwiam i upraszczam, ale z czasem zaczniesz zauważać, dokąd te nowoczesne zmiany prowadzą. Moralność zostaje zastąpiona prawem, sumienie - modą, a odpowiedzialność - przywilejami. Nie wiem jak wygląda teraz społeczeństwo w Polsce, nie wiem co się zmieniło na lepsze, a co na gorsze i nie wiem jak bym się teraz w Polsce odnalazła. Wiem jedno, Polacy mają kompleks gonienia Zachodu. Pongliszują język ojczysty i chcą być bardziej europejscy od UE (teraz powiedzenie "bardziej papiescy od Papieża" jest passe?). Australia, z racji odległości i izolacji, też ma swój kompleks. Niestety. Kopiuje marksizm i pseudo-nowoczesność, zatracając swoją wyjątkowość i urok. Wolność polityczno-religijna? Ostatni śmiechu warty plebiscyt w kwestii legalizacji małżeństw gejowskich....Każdy ma prawo do opinii? Serio? Najlepiej obrazuje to przypadek Margaret Court (jeśli nie interesujesz się tenisem to dodam, że to australijska, 24-krotna zdobywczyni Wielkiego szlema, Serena Williams ma ich 23...), która wyraziła swój protest w tej kwestii, podparty swoją wiarą i poglądami, na co (chyba w ramach wolności słowa) została zaatakowana i nawet próbowano zmienić nazwę kortu w Melbourne jej imienia...bo nie popiera narzucanej ideologii.
Powiem tak, wiedziałam o problemie "poprawności politycznej" w Australii od początku. Jednak to, co dzieje się teraz, zaczyna mnie bardziej martwić, bo przeradza się w jawne atakowanie osób religijnych lub/i o tradycyjnych poglądach (nie agresywnych lub homofobicznych, zwyczajnie mających tradycyjne poglądy!). Nawet księża katoliccy boją się powiedzieć cokolwiek i w cieniu "Royal Commission" (komisja do badania bardzo ważnych spraw, w tym przypadku molestowań seksualnych w Australii) chowają ogon i nie śmią nawet szepnąć, że małżeństwa homoseksualne są niezgodne z wiara katolicką...Nawet nieśmiało przebąkują, że rekomendacja komisji, aby tajemnica spowiedzi została zawieszona, to nie taki w cale atak na podstawowe prawdy wiary kościoła katolickiego...
Gdzie jak żyję?!
Gdzie ta wolność słowa? Gdzie wolność religijna? Czy to tylko jest zarezerwowane dla muzułmanów? Wszystkie media są pro-lewicowe. Wszystkie, z publicznymi mediami na czele. Nie, że przemycają jakieś tam informacje...są jawnie anty-prawicowe i anty-rządowe (rządzi odpowiednik prawicy obecnie). Tak obserwowałam, szukałam, rozmawiałam (w zaprzyjaźnionych gronach, bo tak oficjalnie to tematy tabu) i myślałam. Coś jest nie tak! Coś mi tu śmierdzi...i w ten sposób natrafiłam na Jordana Petersona. Psychologa z Kanady...i wszystko zaczęło nabierać sensu. To co się dzieje w Europie, Stanach, Kandzie i teraz w Australii...ma sens psychologiczny. Ma sens ideologiczny i społeczny. Jeśli powiem Wam, że neomarksizm atakuje to wybuchniecie śmiechem. Ba, ja bym tak zrobiła! Słuchałam historii Jordana Patersona i w końcu ktoś w sposób elokwentny, intelektualny, logiczny i syntetyczny nazwał to, co kołatało się w moim sercu. Nie umiała tego wszystkiego ogarnąć i nazwać. A on, w prosty i dogłębny sposób pokazał jak psychologia, historia i religia łączą się w jedną, sensowną całość. Jest jeden problem - musicie rozumieć po angielsku. Ja Wam tego nie przetłumaczę. Myślałam jaki by tu filmik podrzucić i jest ich zbyt wiele, zatem wrzucam mały "teaser": https://www.youtube.com/watch?v=EjqXXengN1s

A dla chętnych, co szukają inspiracji w życiu, trzy godzinny wywiad z Petersonem na temat jego 12-tu zasad życia: https://www.youtube.com/watch?v=GJJClhqGq_M&t=1857s

W skrócie dla mniej anglojęzycznych:
1. Zasada 1: Przestań być patetyczny, wyprostuj się i zadbaj o swoją posturę (i tu fajna historia o homarze) https://www.youtube.com/watch?v=Uq3Fh2eQ9Ls
2. Zadbaj o siebie, jak o kogoś, o kogo warto dbać: https://www.youtube.com/watch?v=d0KSxcM70xY
3. Zaprzyjaźnij się z ludźmi, którzy chcą dla Ciebie dobrze: https://www.youtube.com/watch?v=Nf9wlIwkO7A
4. Porównuj siebie z sobą z wczoraj, a nie z kimś innym z  dzisiaj: https://www.youtube.com/watch?v=cz2tYGt0_As
5. (moje ulubione) Nie pozwól własnym dzieciom na robienia czegoś, co spowoduje, że przestaniesz je lubić (nie jesteś święty i jesteś skłonny do odwetu): https://www.youtube.com/watch?v=wXLBBYxFXEk
6. Uporządkuj swój dom, zanim skrytykujesz świat (uporządkuj siebie, zanim zaczniesz krytykować innych): https://www.youtube.com/watch?v=awTgtA3BuRY
7. Kontynuuj to co ma znaczenie ("poczucie sensu" to swego rodzaju instynkt, czujesz, że jesteś w dobrym miejscu, pomiędzy cierpieniem a chaosem): https://www.youtube.com/watch?v=qdTus1hB5Fw&t=20s
8. Mów prawdę, a przynajmniej nie kłam: https://www.youtube.com/watch?v=n53HmC1zxVc
9. Załóż, że osoba, której słuchasz, może wiedzieć coś, czego Ty nie wiesz (zwykle złość chce wygrać): https://www.youtube.com/watch?v=wopkwSfbRlQ
10. Bądź precyzyjny w swojej mowie (język porządkuje chaos): https://www.youtube.com/watch?v=d3ktWt8r5Eg
11. Nie przeszkadzaj dzieciakom jeżdżącym na deskorolce (stawiają czoła niebezpieczeństwu i uczą się odwagi): https://www.youtube.com/watch?v=TzAikAv17ds
12. Pogłaszcz kota na ulicy (czyli jak poradzić sobie z tragedią i nadmiarem bólu): https://www.youtube.com/watch?v=0f0dCGzZU-Y&t=14s


Polecam inne filmiki Petersona, człowieka szczerego, oczytanego i inspirującego.Nie musisz się ze wszystkim zgadzać, ale widać, że przeżył na sobie sobie wiele z prawd, które głosi. Od fundamentu, jakim jest szczerość i uczciwość w małżeństwie, przez cierpienia jego chorującej córki, aż po jego odwagę w przeciwstawianiu się kuriozum prawodawstwa kanadyjskiego. Każdy z nas szuka prawdy i inspiracji. Szukamy modeli, ludzi, którzy pokazują, że można, że warto, że istnieje coś poza pędem za pieniądzem i sławą. Za często widzę ludzi naiwnych, łudzących się, że robią coś wspaniałego, dla dobra ludzkości. Dzisiaj promuje się bycie "miłym" i "akceptującym wszystko i wszystkich". A ja mówię - nie zgadzam się!. Szukam alternatywy, bo nie chcę przymykać oka na wszystko, w ramach wygody, świętego spokoju czy strachu. Chcę mieć prawo do bycia sobą i wychowywanie dzieci w sposób tradycyjny. A na koniec przytoczę sytuację z Facebooka. Prywatny wpis, podzieliłam się artykułem, o nieprzystosowaniu systemu edukacji do potrzeb chłopców (wiecie, siedzenie w ławkach i oczekiwanie, że będą zadowoleni słuchać i nie świrować na przerwach). Skomentowała jedna z moich bezdzietnych, młodych znajomych. Zasugerowała, że sieję seksizm i deprecjonuję osiągnięcia ruchu feministycznego...Na początku mnie nieco zatkało, a potem spokojnie przypomniałam sobie, że nie ma dzieci i jest młodsza ode mnie, do tego Aussie...Wytłumaczyłam grzecznie, że nie o seksizm chodzi, ale o biologiczne różnice pomiędzy płciami i niestety, system edukacyjny sprzyja dziewczynkom (słuchanie i  grzeczne siedzenia w ławkach, pisanie, czytanie i kolorowanie). Jak wiemy, większość chłopców (nie tylko!) lubi ruch, rywalizację, książki  o faktach i jeśli już literowanie to najlepiej na komputerze. Nic odkrywczego, ale w świetle dzisiejszego, wypaczonego feminizmu, jest to niezrozumiałe! Zwłaszcza dla nie-matek chłopców...To nie jest tylko moja wyobraźnia, to jest nowe pokolenie, wypaczone, wychuchane, oderwane od rzeczywistości i wyprane ideologią lewicową. Gdzie równouprawnienie (wg mnie szacunek dla obu płci) jest interpretowane jako przymus wypełnienia wszystkich stanowisk stosunkiem płciowym 50/50. A gdzie trans? A gdzie homoseksualiści? Czy też jakiś procent się należy?! No nie da się! Nie ma sprawiedliwości  nie ma sztucznej równości!!! Liczą się kwalifikację i umiejętności, ale nie...na studiach musi być odpowiedni procent Aborygenów i kobiet...w Hollywood musi być odpowiedni procent azjatyckich aktorów i kobiet w głównych rolach...świat zwariował...nie da się! To się nie uda! Teraz zamiast umiejętności zacznie liczyć się kolor skóry i pochodzenia, jak odwrócony apartheid w RPA. Zamiast prawdy, zacznie liczyć się to, co narzuci władza...
Czym to tak bardzo różni się od komunizmu? Czy ruch #MeToo służy dobru kobiet czy nagonce na mężczyzn? Zastanówcie się. Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowanie. I jakkolwiek chcemy, aby świat był wolny o nadużyć seksualnych, poniżania kobiet, niesprawiedliwości społecznych, biedy i wyzysku...to niestety metoda na "róbta co chceta" nie jest wyjściem. Zmuszanie ludzi do akceptowanie wszystkiego jak leci - nie jest wyjściem.
Wyjściem jest wzięcie pełnej odpowiedzialności za siebie, swoje życia i zrobienie z niego użytku. Poświęcenie swojej przyjemności dla większego dobra, uszczknięcie swojej wygody dla wychowania dzieci, odmówienie sobie gadgetów i łatwego życia dla dobra środowiska, uświadomienia sobie swojego egocentryzmy dla pracy nad trwałym małżeństwem, odpuszczenia pogoni za pieniądzem dla dobra rodziny i swojego zdrowia psychicznego, odklejenia się od ekranu na rzecz cieszenia się przyrodą, wyzbycia się swojej pychy na rzecz istnienia czegoś/kogoś większego ode mnie...
Jest tego sporo...ciężko mi wymienić i sensownie ułożyć, marny ze mnie filozof i intelektualista. Jedyne co wiem, to że kiedyś wszyscy umrzemy i chciałabym, aby każdy z nas miał poczucie, że przeżył swoje życie najlepiej jak umiał. Bez zbędnych kompromisów i tchórzostw, bez kłamstw i udawania. Że zostawił po sobie ślad w postaci życia - chcianego i kochanego. Nie, bo było wygodnie i w pełni zaplanowanie...My, mieszkający "na zachodzie" mamy już tak poprzewracane w głowie od wygody i dobrobytu, że zapominamy po co właściwie żyjemy. Szukamy dziury w doskonałym świecie, a tak naprawdę to sami jesteśmy tą dziurą, niedoskonałością, człowiekiem skłonnym do najgorszej zbrodni i najwspanialszego aktu odwagi. Jesteśmy człowiekiem, który każdego dnia powinien starać się być odrobinę lepszy, a zamiast tego staje się odrobinę gorszy.

Dziś patrzyłam na moje zasypiające dzieci. Niewinne, urocze, nieświadome czyhających nie nie niebezpieczeństw. Wierzę, że moje wychowanie będzie silniejsze od ignorancji szkoły i siły internetowej pornografii i narkotyków na ulicy. Wierzę, chcę wierzyć, że miłość w naszej rodzinie wygra z bylejakością świata, który mówi: rób co chcesz, byle było wygodnie. Ja mówię: bądź uczciwy, szczery i prawdziwy, bo tego nie można kupić...za żadne pieniądze...Wierzę...

No comments:

Post a Comment