Fala gorąca...

Tak było jeszcze tydzień temu...


A potem jedynym sposobem na ochłodę, było pójście na plażę wieczorem. Wcześniej, było za gorąco...

 Mieliśmy falę gorąca znad outbacku przez ostatni tydzień. 

To lakoniczne stwierdzenie kryje za sobą wiele znaczeń. 

Tzw. heatwave, to kilka dni w okolicach 40 i powyżej stopni, gdzie z powodu nadmiernego używania klimatyzacji dochodzi do niedoborów prądu, starsi padają jak muchy, dzieci się topią na plażach i w basenach, szaleją pożary i mrówki atakują domy...Heh, dramat co?

Żeby to zjawisko zrozumieć, trzeba trochę tutaj pożyć. Budownictwo pudełkowe niestety nie zapewnia odpowiedniej izolacji od gorąca (nie wspominając nawet od izolacji od zimna też), a starsze budynki z podwójnej cegły niestety po 2 dniach się nagrzewają i potem nawet klimą ciężko to gorąco wygonić. Jeśli nie garażujesz samochodu, to potrafi się on nagrzać do niebotycznych temperatur - nawet używanie osłon na szybę niewiele daje. Wsiadasz i wszystko parzy. Nawet przy 25 stopniach nie powinno się ani na chwilę dziecka samego zostawiać w samochodzie bez klimy lub otwartych okien (prawo i rozsądek mówi nigdy), bo by się przegrzało. Tak, słońce mamy tu mocne, bo jesteśmy bliżej równika niż Polska.

Jak kilka dni jest tak sucho i gorąco, to oczywistą konsekwencją są też liczne pożary. Zostawione butelki w buszu, czy czyjaś nieuwaga (a nawet umyślne podpalenia znudzonych strażaków - ochotników) i gotowe! 

Ale hola, hola...pożary to naturalny proces w Australii! Zawsze tak było, jest i będzie - Aborygeni stosowali prewencyjne wypalanie buszu. Niestety biały człowiek lubi wygodę i chciałby, że natura dostosowała się do niego, a nie on do niej. Pożary pozwalają rozmnażać się eukaliptusom, a ludzie chcieliby mieszkać w pięknych, malowniczych okolicach bez przykrych konsekwencji...


Tegoroczne ulewy nieźle nam zazieliniły trawniki i regularnie jeszcze podlewane parki tak właśnie nieaustralijsko - zielono się malują. Tego dnia było całkiem suche powietrze mimo niepokojącej prognozy pogody, że będzie "humid". Uff, dzięki temu w cieniu jest...chłodniej ;)
Dramat upałów mamy już za sobą (to ciągle wg mnie najlepszy czas na pływanie w morzu, które jest orzeźwiające, tylko w niektórych obszarach mogą pojawiąć się meduzy, takie parzące, bo one lubią ciepełko...), bo następnego dnia po 38 stopniowym dniu było...nagłe 24. W efekcie od kilku dni jestem przeziębiona, a od wczoraj nie mogę mówić. Czy ktoś pytał, czy w Australii się choruje? Tak, choruje się z nadmiaru ciepła, z nadmiaru zimna i z nagłych skoków temperatur :)

Nippers - trening maluchów na przyszłych ratowników. Komu uda się złapać flagę? Kto porządnie "zanurkuje" w piasku?

Jest coś niesamowitego w krajobrazie Australii.
To wszędobylskie słońce, które wyostrza wszystkie kolory, ta biel piasku i błękit nieba,
te kolorowe papugi zamiast wróbli (te też są, tylko je jakoś mniej widać),
ci wyluzowanie ubrani ludzie, te puste ulice, bo albo wszyscy w pracy, albo w samochodzie, albo na plaży, albo w centrum handlowym,
te eukaliptusy, które wiecznie wyglądają na usychające z pragnienia,
te koale, które mimochodem zauważasz na drzewie i nie możesz się nadziwić, że wyglądają tak mięciutko,
te sklepy z alkoholem, do których wjeżdżasz samochodem (w końcu muszę zrobić fotkę!),
te dzieci, co biegają wszędzie na bosaka i kamienie nie ranią ich stóp
ta młodzież, co zawsze jest w jakimś mundurku, czy to szkolnym, czy klubowym,
te plaże, które są niby pełne, ale takie puste i dzikie,
te trasy hikingowe, co są takie inne, bo kamieniste, pyliste, ale pełne dzikich zwierząt,
te ścieżki wzdłuż plaż, co zawsze goszczą kogoś biegającego, pchającego wózek albo na rowerze,
te osiedla, co są równo ułożonym zbiorowiskiem płaskich domów, poprzecinanych ulicami i obsadzonych drzewani,
te centra handlowe, które dzień w dzień mają pozapełniane parkingi, od rana do wieczora,
te stadiony i boiska, na których w weekendy ciągle się coś dzieje i całe rodziny mają piknik albo kibicują swoim latoroślom,
te baseny, w których nie ma dnia bez lekcji pływania,
te szkoły, gdzie jest przynajmniej dwa place zabaw, zawsze zadaszone i dzieciaki biegające w kapeluszach,
to nocne niebo, które jest tak rozgwieżdżone jak mało gdzie i na którym nie spostrzeżesz Dużego Wozu,
ten outback, który sięga wszędzie i końca go nie widać...

To jest krajobraz Australii, tak bardzo "mniej - więcej". Coraz trudniej mi wyłuskać w nim dziwności, bo staje się mój. Coraz trudniej określić różnicę, bo staje się swojski...


No comments:

Post a Comment