Australian Open

Australian Open. Tym żyje teraz Melbourne i nie skłamię, jeśli powiem, że cała Australia. Australijczycy lubią oglądać sport, również całymi rodzinami na żywo (krykiet, footy, rugby), ale też go uprawiać. Klimat zdecydowanie sprzyja aktywności na świeżym powietrzu, o ile nie jest...za gorąco...W tamtym roku tenisiści musieli się zmierzyć z grą w upale powyżej 40 stopni, w tym roku pogoda była dla nich łaskawsza.

Muszę przyznać, że widowisko wspaniale zorganizowane, a pozytywne emocje gwarantowane, zwłaszcza jak Aussie kibicowali swoim. Polecam kibicom tenisa jak i tym, co lubią tego typu rozrywkę. 

Ale nie o tym ma być ten wpis. Ma być o tym, co czuje matka, która wyrwała się po 5 latach z bycia z dziećmi - prawie non-stop, a z pewnością zawsze w nocy, na WEEKEND. Z pewnością macie wokół siebie kobiety-matki, przedkładające pierwsze lata życia dziecka ponad karierę. Nie, nie muszą rezygnować z pracy, ale jak dziecko zachowuje, to co jest ważniejsze? Znacie też takie kobiety, które samotnie wychowują swoje dzieci i próbują dbać o siebie, mieć czas na hobby i samorozwój, ale doba ma tylko 24h a pomoc otoczenia jest ograniczona. Nie każdy ma dziadków chętnych do pomocy i nie każdy ma niezawodnych przyjaciół.


Wszystkie matki (mówimy o normie) kochają swoje dzieci, ale czy robienie czegoś dla siebie, jest zaprzeczeniem tej miłości? Nie, bo szczęśliwa mama, to też szczęśliwe dzieci (mówimy też o normie ). Zatem zadbajmy o te matki "uwiązane", matki "poświęcające się", matki "przytoczone oczekiwaniami otoczenia", matki "samotne" i matki "zabiegane". Dajmy im ten "weekend bez dzieci", niech poczują, co znaczy być sobą. One nie przestają kochać swoich dzieci, one nabierają oddechu, aby kochać je nawet mocniej. Dajmy im te dwie noce bez płaczu, bez nocnego wstawania, bez wieczornej kąpieli maluchów i porannego przygotowywania śniadania. Dajmy im czas na improwizację, oddech, brak pośpiechu, brak "muszę" w głowie. 


Czym dla mnie jest weekend bez dzieci? To czas, gdy siedząc 3h na lotnisku, nie martwiłam się, że dzieci nie doczekają się opóźnionego lotu. To czas na zjedzenie tego na co mam w 100% ochotę (nie trzeba się dzielić). To możliwość podróżowania gdzie chcę i jak chcą. Chodzenia, biegania, jeżdżenia tramwajem - bez "ruchliwego bagażu". To dłuższy sen, mimo pójścia spać o wiele później. To na tyle krótki czas, że oddychanie "bezdzietnym powietrzem" jest lekkie i nienasycone tęsknotą. Czy to herezja dla niektórych mam? Nie wiem. Ja wspaniale wspominam mój "weekend bez dzieci", a nawet bez męża i ta chwila bez rodziny, chwila robienia co mi się podoba, jest cenna. Po powrocie nie możesz przestać ściskać swoich najbliższych, ale też przez pierwsze dni odczujesz raz czy dwa taki lekki ból, jak musisz wstać w nocy, jak prosisz 10 razy: "załóż buty". Ale po chwili wiesz, że nie zamieniłabyś tego na nic innego. Po to są te "weekendy bez dzieci"

No comments:

Post a Comment