Święta 2016

To już (?) nasze trzecie Święta Bożego Narodzenia w Australii i jak mnie pamięć nie myli szóste za granicą.

Na początku zawsze jest trochę dziwnie.

Przygotowujesz mikro Wigilię, na której Twoje małe jeszcze dziecko nie za bardzo może nacieszyć swój żołądek. Na co dzień nie jada barszczu, bigosu i tylu grzybów! No, może jak lubisz piec ciasta to jest wszechobecna radość. Ja z pieczeniem nigdy nie szaleję.

Jeszcze nie tak źle, jak masz dziecko! Idea prezentów ma swoje miejsce, maluch zawsze zje przynajmniej opłatek, a większy wtryni pierogi...Gorzej, jak spędzacie święta jako para...brak rodziny może dać się we znaki, a znajomi nie do końca to mogą wynagrodzić.

Jakoś tak dziwnie jest!

Święta dla każdego mogą mieć inny wymiar. Duchowość świąt można przenieść wszędzie, nawet do Australii. Gorzej, jak nie możesz wyrzucić z głowy pomysłu "białych świąt". Przecież Jezus urodził się Betlejem nie? Palmy, piasek, no wiecie, wracamy do źródeł!

Jeszcze trudniej, kiedy święta to przede wszystkim bycie razem, z rodziną. Niektórzy mogą myśleć, że im głównie o choinkę, prezenty i pyszne jedzenie chodzi. Dlatego tak intrygującym doświadczeniem jest spędzenia świąt poza Polską  i uświadomienie sobie, co tak naprawdę jest dla mnie najważniejsze w Bożym Narodzeniu.

Sporo osób traktuje ten czas jak długo oczekiwany urlop. W końcu! O ile w Polsce trochę brrr za oknem i miło siedzi się przy stole, a potem drzemie przed TV, o tyle w Australii to rzeczywiście nieraz przymusowe wakacje - bo albo produkcja zostaje wstrzymana w fabryce, albo niewiele w firmach się dzieje. Zatem nagle robi się okropnie tłoczno na drogach.  Przecież trzeba zakupy zrobić i te prezenty...

Święta w Australii są bardzo laickie. Choinki, ozdoby, prezenty! Dudni o tym cały marketing naokoło od końca października.
Ludzie planują kempingi, wyjazdy do rodziny, albo wyjazdy zagraniczne (w końcu 2 tygodnie urlopu!). Dzieciaki mają najdłuższe wakacje - przerwę między-roczną, około 6 tygodni i coś też trzeba z nimi zrobić...

Wiele osób organizuje rodzinne uroczyste obiady 25 grudnia i...to by było tyle.

Australia to też multi-kulti, więc mamy chrześcijan obchodzących ten czas w kościołach: Midnight Mass, uroczysta msza w Boże Narodzenie i przedstawienia szopki - spora zabawa dla dzieci. Zdarzają się też koncerty kolęd.

Inne kultury mają swoje święta i po swojemu je obchodzą. Miesiąc temu było hinduskie święto Divali, więc dla zainteresowanych były festyny i w przedszkolu dzieci tańczyły w hinduskich chustach...Teraz mamy Boże narodzenie i w przedszkolu nie ma kolęd, Mikołaja i wspominania religii. Jest tylko mowa o choince i "byciu z rodziną".

A niedługo, w lutym, będziemy mieć chiński Nowy Rok, ogromna uroczystość dla Chińczyków. Oni też mają problem z obchodzeniem swoich świąt w Australii. Bo jak nie ma całej rodziny z dziadkami, to nie ma też tylu tradycyjnych potraw, tego poczucia bycia razem i ŚWIĘTOWANIA.

Zatem święta w obcym kraju należy tworzyć na nowo. To niesamowity przywilej kreowania na nowo swojej własnej tradycji. Taki trochę kolaż tego, co dla mnie ważne, co możliwe i co piękne w nowym kraju. To też spora odpowiedzialność jak przekażemy naszym dzieciom ważne dla nas wartości i coś, co mogą w przyszłości wspominać jako wyjątkowe, rodzinne chwile.

Znacie już mój przepis na ruskie pierogi z australijska fetą? To jest myślę dobry przykład "tworzenia na nowo". Mamy też tradycję robienia choinki zamiast kupowania sztucznej, bądź torturowania żywej (zresztą nie wiem na jakiego to iglaka miałabym się zdecydować...). Z eukaliptusa choinki nie robimy, mamy gałązki "gum tree" na co dzień dla patyczaków, wystarczy.

Choinka z papieru, dostroimy w Wigilię :)


Bardzo często spotykam się z postawą Polaków na emigracji, że oni nie obchodzą Wigilii, bądź świąt w ogóle, bo poza Polską "tego nie czują". To zrozumiałe. Nie ma domowego stołu, bliskich i maminego barszczu. W sytuacji, gdy święta w 30-to stopniowym upale nie przemawiają do Ciebie, to największą pomyłką jest próba skopiowania polskich świąt i przeniesienia ich do Australii, zakonserwowania swojej pamięci i oczekiwań, tak, aby choć trochę "poczuć" polskie święta...
Prawda jest taka, że zmieniasz kraj, klimat i opuszczasz bliskich. Nie możesz tego wszystkiego włożyć do czarodziejskiej kuli i oczekiwać, że jak otworzysz, to wyleją się z niej kolędy, biały obrus z opłatkiem i karp w galarecie. Emigracja to ZMIANA. Dopóki nie zaakceptujesz, że WSZYSTKO BĘDZIE INACZEJ, dopóty będziesz tęsknił, żałował, szamotał się, czuł ambiwalencję i okresowe impulsy do powrotu.

WSZYSTKO SIĘ ZMIENIA

Karp na australijskim stole to przysługa dla kraju, bo to szkodnik tutaj...(https://en.wikipedia.org/wiki/Common_carp) Szkoda, że za nim nie przepadam i pewno zagoszczą u nas owoce morza zamiast "polskiego karpia po grecku".

Wszystko się zmienia.


Nowy kraj nas zmienia i nasze dzieci nas zmieniają. Szukasz nowych sposobów na cieszenia się okresem świątecznym, bo jako dorosły już nie próbujesz czuwać nocą, żeby przyłapać Mikołaja na gorącym uczynku. Dzieci mają prawo do dzieciństwa, do magii świąt i wszystkiego tego, co pozwala im wierzyć, że świat jest piękny. Potrzebują niestworzonych historii, tajemnicy, przygody i pewnej powtarzalności, aby czuć się bezpiecznie.

Dzieci potrzebują nas i naszych tradycji, aby miały na czym oprzeć swoją tożsamość. Czy to jest rodzina trójjęzyczna, czy czysto polska - wszyscy tworzymy nasze małe tradycje i celebracje. Nadajemy znaczenia dniom i rytuałom, bo my też tego potrzebujemy. 

Dwanaście potraw na stole czy dzieci mówiące biegle po polsku wcale nie oznaczają patriotyzmu, jeśli są okupione przymusem, niechęcią, czy kurczowym trzymaniem się tego, co znane i bezpieczne.

Wypłyńmy na szersze wody w te święta. Otwórzmy się na zaakceptowanie ZMIANY i NOWEGO. Stwórzmy coś unikalnego, coś co da nam radość, magię i poczucie bycia razem. Bo święta mają być radosne i wyjątkowe, inaczej są martwym zwyczajem przytarganym w walizce z Polski.

Moje dziecko zapytało: "What is Christmas mum?"
Ja na to: "Pamiętasz jak byłeś na urodzinach swoich kolegów? Boże Narodzenie, to właśnie takie "Birthday Party" Jezusa. Stroimy choinkę na jego cześć, robimy jedzenie, cieszymy się z jego urodzin."

Jakbym się za bardzo rozpędziła z tą analogią, to bym jeszcze palnęła, że prezenty pod choinkę to "party bags", ale zostawmy tę część Św, Mikołajowi :)
Mój 6-latek powątpiewa w jego istnienie. Jak dziecko widzi facetów w czerwonych kubrakach na każdym rogu, to pozostaje mi tylko pogratulować inteligencji dziecku i podtrzymać u niego wiarę w innego Mikołaja, tego w sercu...

Wesołych Świąt!



3 comments:

  1. moja droga pani psycholog, tradycje rodzinne wywodza sie z domu ,tak samo to czy dziecko do rodzicow zwraca sie w jezyku rodzicow czy innym to tylko zalezy od tego jak wychowujesz dzieci i co chcialabys im przekazac aby rozumialy w zyciu kim sa i jakie sa ich korzenie. A to czy swieta spedzasz w Polsce, australii czy chinach nie ma zadnego znaczenia

    ReplyDelete
  2. Dzięki za komentarz. Myślę, że w tekście podkreśliłam, że tradycje tworzymy my - w domu, więc się zgadzam (zależy cokto rozumie przez "wywodzenie się z domu"). Nie wiem czy masz dzieci i w jakim kraju mieszkasz, ale z moich obserwacji, żyjąc w obcym kraju i nie izolując się od kultury w nim panującej, raczej trudne (powiedziałabym wręcz - niezdrowe) jest bezrefleksyjne przenoszenie tradycji z polskiej rodziny pochodzenia, bo tradycja tradycją, ale społeczeństwo w którym żyjesz ma wpływ i na Ciebie i na Twoje dzieci. Jeśli Tobie udało się w 100% przekazać dzieciom tylko to, co chciałeś/chcesz im przekazać - to gratuluję. Z reguły udaje się tylko część. Jeśli do tego konieczne jest zmuszanie dziecka do czegoś albo izolowanie od przyjaciół, to ja dziękuję za taką tradycję i takie wychowanie. Chodzi mi o to, że zwyczaje są ważne, ale i ważne jest cieszenie się nimi i dopasowanie do sytuacji - to nie jest martwy twór, tak jak nie od zawsze w Polsce była choinka na święta. Podobnie jak ktoś może nie chcieć przenosić tradycji przysłowiowego "prania firanek na święta"...Będę się upierać, że kraj ma znaczenie i wpływa na to jak obchodzisz święta. Począwszy od smaku barszczu a skończywszy na dostępności Pasterki. Chyba muszę odświeżyć post o uczeniu dziecka j. polskiego na obczyźnie, bo uwierz mi - nie wystarczy, że mówisz w domu po polsku i "chcesz" nauczyć dziecko...Dziecko to nie małpka i swój rozum ma oraz predyspozycje...nie wspominając o wpływie szerszego otoczenia.I podpisuję się rękami i nogami pod hasłem "przekaż dziecku kim jest i jakie ma korzenie". W skrócie: "Słuchaj synku, Twoi rodzice urodzili się w Polsce i są Polakami, Ty się urodziłeś w Irlandii i mieszkasz w Australii. Czujesz się Aussie, ale jesteś też Polakiem z pochodzenia i rozumiesz po polsku. Od Ciebie zależy na ile to wykorzystasz w życiu, że masz bogatsze doświadczenia niż rówieśnicy i na ile będzie to Twoim atutem." Myślę, że w tym przypadku wkręcanie dziecku, że po prostu jest Polakiem jest mylące...Ale każdy wychowuje dzieci po swojemu, ważne, żeby zacząć od siebie i wiedzieć kim się jest, wtedy można dawać dobry przkład dzieciom :) Pozdrawiam i życzę udanego 2017!

    ReplyDelete
  3. Ja też zawsze mówię, ze Boże Narodzenie to urodziny Pana Jezusa.

    Ciekawy wpis, dziękuję. Czasem my, emigranci, chcemy na siłę zbudować "za granicą" mały kawałek Polski, ale z drugiej strony - my JESTEŚMY małym kawalkiem Polski. Zatem nie robię niczego na siłę, tę część Polski, którą pielęgnuję w sercu naturalnie przekazuję dzieciom - jezyk, wartości, chciałabym muzykę i sztukę, ale z tym szerszym kontekstem może być trudniej (to właśnie po to potrzeba przysłowiowej wioski do wychowania dziecka);

    wracając do Bożego Narodzenia - ostatecznie najważniejsze są same święta i Wcielenie, a nie karp, uszka czy choinka. Z właściwym podejściem nawet przy eukaliptusie można odczuć "magię świąt"

    pozdrawiam!

    ReplyDelete