Rozczarowanie emigracją

Rozczarowanie życiem na emigracji...czyli tzw. kubeł zimnej wody dla tych, co myśleli, że będzie super.

Zauważam (niesprawiedliwie klasyfikując) przynajmniej trzy typy emigrantów: 1-zamarwiający się pesymiści i lękowcy, 2 - chorobliwi optymiści, często nieodpowidzialni i niezorganizowani, 3 - grupa środkowa, mająca albo bardzo realistyczne podejście albo wahająca się pomiędzy falami optymizmu i pesymizmu.
Po co tak niesprawidliwie uogólniam? Bo od tego w jakiej grupie jesteś w stanie się odnaleźć, może dużo zależeć rozmiar kubła zimnej wody, kiedy już postaniesz na ziemi austalijskiej.
Wiem, wiem, dużo jeszcze zależy od doświadczenia, szczęścia, zawodu, wsparcia itp. Jednak to na co ewidentnie mamy wpływ, to nasze nastawienie i świadome działania jakie podejmujemy.

Istnieją też ciekawe typy par, ale to już możecie sobie dowolnie mieszać 1,2 i 3. Życzę udanej zabawy, zwłaszcza mieszanka 1 i 2 może być interesująca.
Co jednak, gdy już ten kubeł zimnej wody wyląduje na naszych głowach? Jeśli jest to tylko mały kubeczek, bo dobrze się przygotowaliśmy do emigracji, a zwłaszcza przygotowaliśmy się na rozczarowanie, to wtedy jest prosta sprawa: akceptuję to co inne, szukam swojego miejsca w społeczeństwie i na rynku pracy, organizuję życie w nowych warunkach i korzystam z dobrodziejstw Australii.

Ale co jeśli kubeł okazał się ogromny, a woda lodowata? Hmmm...jedni biorą nogi za pas i już zza granic Down Under opisują to miejsce jako najgorszy kierunek emigracji (powody różne). Inni przyjmują rozczarowanie do wiadomości, ale z różnych powodów nie chcą wyzbyć się swoich wcześniejszych oczekiwań. Jednym słowem walczą z wiatrakami, robią z siebie ofiary lub po prostu cierpią i narzekają.

Są też tacy, co wiedzą, że życie samo się nie układa i ciężko pracują na budowę tego, co sobie wymarzyli, powolutku coś się zmienia w ich umyśle i nagle po latach odkrywają, że lubią Australi taką jaka jest...no może nie wszystko, ale generlanie są zadowoleni. Ja to bym wzniośle nazwała "instynktem przystosowawczym"

A ci, których pominęłam? Przepraszam, ale to chyba dobrze nie podlegać generalizacji? Tych zapraszam do komentarzy!
Zatem kubły z głów i do dzieła, układajmy sobie udane życie w kraju kangurów i innych dziwactw

No comments:

Post a Comment