Australijskie szkolnictwo

Szkolnictwa australijskiego ciąg dalszy...

W "kindy" dzieci każdego semestru mają jakiś wiodący temat do nauki. Ostatni semestr jest pod tytułem "emocje" i łączenie ich z umiejętnościami społecznymi. Maluchy uczą się o wzroście i rozwoju, ale wiecie jak? Mają olbrzymią klatkę z różnorakimi ptakami w ogrodzie, nie tylko ładnie ćwierkają, ale i znoszą jajka. A w klasie dzięki inkubatorowi obserwują proces rozwoju kurczaków, od jajka po pisklę. Zostało 8 jajek, a 7 żółtych ptaszków wygrzewa się w specjalnym, oszklonym miejscu. Powiem, że urzekło mnie to nawet bardziej od poprzedniego semestru z robalami i pająkami ;)

To ostatni semestr, więc rozpoczynają się też przygotowania do szkoły. W styczniu maluchy pójdą do podstawówki, do różnych szkół: prywatne, publiczne, w swoim rejonie albo nieco dalej. Kwestia dostępności na liście, opinii szkoły i zasobności portfela rodziców.
A jak przebiega proces transferu dzieci z jednego środowiska w drugie?
Szkoła już wysłała list z opisem procesu i planem na pierwszy tydzień roku szkolnego. Zawiera on dokładny opis zajęć, co warto spakować dziecku i co najważniejsze, jest tak zbudowany, że dziecko zaczyna stopniowo uczestniczyć w zajęciach od 2 godzin na początek a skończywszy na pełnym wymiarze po 5 dniach, tj. od 8:50 do 15:10. Wcześniej, jeszcze podczas wakacji, będzie dzień zapoznawczy dla dzieci i rodziców.
List zawiera też prośbę o podanie 3 najlepszych kolegów swojego dziecka z przedszkola, aby można ich było dołączyć do tej samej klasy, ułatwiając adaptację.

Co ciekawe, szkoła ściśle współpracuje z przedszkolem i w najbliższym czasie przedstawiciel podstawówki odwiedzi kindy, aby omówić sytuację każdego dziecka i wybrać dla niego korzystne rozwiązanie.
Czy takie konsultacje mają praktyczny sens? Wg mnie tak, podam przykład. Dwoje dzieci jest tak mocno ze sobą zaprzyjaźnione w kindy, że trudno je zachęcić do uczestniczenia w zajęciach, są zbyt zajęte wspólną zabawą i zbyt zamknięte na inne relacje. Co gorsza, oboje mają problem z angielskim, a pewna stymulacja językowa jest wskazana. Jakie rozwiązanie może zaproponować szkoła? Posłanie dzieci do innych klas, aby jak najwięcej skorzystały z zajęć, a i tak będą się wspólnie bawić podczas przerw i ewentualnych wspólnych ćwiczeń (prawdopodobnie tych, dla dzieci dwujęzycznych).

Podoba mi się to podejście, jak wiele innych rozwiązań, o które miała okazję zapytać. Może to niektórym rodzicom nie odpowiadać, ale jak któryś się uprze, to wiadomo, szkoła pójdzie na rękę. Jednak warto czasami wyjść poza swoje myślenie i posłuchać co inni proponują...
Szkoła nie gryzie? Zobaczymy!

No comments:

Post a Comment