Święta w Australii

Święta w Australii...to ciekawy temat. A Święta Bożego Narodzenia w środku lata, dla kogoś, kto jest przyzwyczajony do zimy, świątecznych porządków, strojenia choinki, gotowania tony jedzenia i siedzenia przy stole przez 3 dni, to faktycznie może być szok kulturowy.

Jak zatem poradzić sobie z takim dysonansem w głowie? Brak rodziny przy stole, choinka jakoś tak dziwnie wygląda w promieniach 30-40-stopniowego upału, ludzie dookoła kupują prezenty, dają sobie kartki, ale jakoś tak inaczej. Zamiast Wigilli przy stole, jest BBQ na plaży, zamiast ciepłego kominka i dzielenia się opłatkiem jest łowienie ryb i camping...Jak się w tym wszystkim odnaleźć?
Hmmm...każdy jakoś inaczej próbuje do tego podejść. Wszystko zależy od siły tradycji, elastyczności i potrzeb. Jednym jak najbardziej odpowiada taki klimat, bo i tak ich święta kończyły się na powierzchownej dekoracji i prezentach, nie było w nich nic z duchowości narodzin Jezusa.
Innym przychodzi to z wielkim trudem, bo jednak święta równają się rodzinie. A tego nowi znajomi nie są w stanie zastąpić. Tęsknota i depresja może wtedy zawładnąć człowiekiem.

Jeszcze inni mają mieszane uczucia. Z jednej strony fajnie, inaczej, łatwo można pozbyć się ciężaru nielubianych przygotowań, czy nadmiaru komercyjności i skupić się na duchowym wymiarze bożonarodzeniowego czasu. Coś jednak zgrzyta. Ciężko się skupić, jakoś nie czuć tych świąt! Niby wszystko się zgadza, a jednak brakuje tej tradycyjnej otoczki. Czy to nowość miejsca, czy może jednak smutna prawda, że ludzie bez uzewnętrzniania, dekorowania, gotowania, obdarowywania się prezentami, szorowania okien i objadania się słodkościami nie są w stanie przeżyć Świąt w "czystej postaci"?

Oczywiście to nie wszystkie przykłady, każdy sam przeżywa swoje życie, wybiera swoje ścieżki i swoje wartości. Niestety wiele osób gubi się gdzieś po drodze i bez większej refleksji goni za tym co modne i nowoczesne.
Czy kupowanie dzieciom drogich prezentów pod choinkę jest konieczne? Czy szał zakupów w Boxing Day jest esencją Świąt? Czy martwienie się jaki prezent kupić rodzinie, bo jak nie trafisz to się obrazi, jest kluczem programu? A może suto zastawiony stół i bogate dekoracje, bo "co inni powiedzą"?
Tak sobie dumam nad dziwnością dzisiejszego świata, kończąc razem z synem dekorowanie sporej choinki zrobionej z tektury. Sporo przy tym zabawy i...sprzątania. Będzie też szopka, ale jeszcze nie wiem czy Mały nie przegłosuje szopki z...Lego. Ciągle nie mogę wyjść z podziwu dlaczego ludzie narzekają, że wydadzą mnóstwo pieniędzy na święta. Prezenty? Wolę własnoręcznie zrobioną kartkę lub pyszne pierniczki. Ale większość woli stać w kolejce, niż ten sam czas poświęcić na zrobienie czegoś od serca.

Pewno powiesz, że nie wypada, że otoczenie oczekuje jednak czegoś wartościowego, a najlepiej pieniądze lub voucher! Hmmm, a nawet jeśli?
Po raz kolejny robię głębokie "ufff" i cieszę się, że mogą budować moją tradycję rodzinną od zera. Mogę mieć znajomych, którzy docenią upieczone z dziećmi pierniczki, a maluchy zamiast tony prezentów od dziadków same zbierają swoje kieszonkowe i kupuję od czasu do czasu coś, co same sobie wybrały i na co "zapracowały". Czy to zabiera dzieciom dzieciństwo? Nie! Ciągle dostają małe prezenciki, na urodziny, drobiazg pod choinkę, ale przede wszystkim małe dary na co dzień: uśmiech, wspólną zabawę, dnie spędzane na plaży i możliwość, aby były sobą.

Nie da się uciec o komercyjności zupełnie. Dzieci zawsze będą myśleć, że jak coś się zepsuje, a tata nie może tego naprawić, to trzeba "kupić nowe".
Spójrzmy jednak na siebie z boku, zapytajmy, czy nie przesadzamy z tymi markowymi ciuchami, z "edukacyjnymi" zabawkami i prezentami na Pierwszą Komunię Św.

No comments:

Post a Comment