Słodko-kwaśne macierzyństwo...

Słodko-kwaśne macierzyństwo...Po kolejnym roku (czwartym?) bez odpowiedniej ilości snu, po kolejnym odkryciu, że Twoje ciało wymaga więcej troski, po świadomości, że Twój umysł już nigdy w 100% nie będzie należał do Ciebie i w jakiś dziwny sposób tracisz spory kawałek swojej, nazwijmy to 'sprawności kognitywnej' (heh)...Zaczynasz widzieć, że Twoje macierzyństwo nie jest słodko - słodkie. Wyczuwasz posmak grejpfruta, który nie zawsze smakuje za pierwszym razem.
Męczy mnie takie 'słodzenie' i wręcz wmawianie matkom, że MUSZĄ kochać ponad wszystko swoje dzieci, MUSZĄ być prze-szczęśliwe i nie wyobrażać sobie życia bez swoich latorośli.
Jeśli czegoś NIE MUSISZ, to zdecydowanie przychodzi Ci to łatwiej i naturalniej. Która matka boi się publicznie przyznać, że ma dość swojego dziecka i jedyne o czym marzy to 8h snu (ja proszę jedynie o 6...)? Ukrywanie przed sobą i przed światem tego kwaśnego aspektu opieki nad dzieckiem może jedynie pogłębić frustrację i poczucie niezrozumienia.
Tak, czasem marzę o wysłaniu moich dwóch jęczących chłopaków w kosmos, żeby urwać dla siebie 30 min ciszy. Nie, nie o wyjściu na imprezę, wypiciu kilku drinków czy wakacjach na Bahamach. Ja chcę CISZY i możliwości wykonania jakiejkolwiek czynności (począwszy od wizyty w toalecie a skończywszy na pisaniu maila) od początku do końca BEZ PRZERYWANIA!
Ale z macierzyństwem już tak jest, marzysz o spokoju, a kiedy cisza trwa niepokojąco długo, biegniesz do łóżka dziecka i sprawdzasz, czy na pewno oddycha...kobiety...

No comments:

Post a Comment