Niemożność usiądnięcia...

Tak, powiedzmy to głośno: matki potrafią być zmęczone.


Niektórzy twierdzą, że od samego "siedzenia w domu", a inni od "niemożności usiądnięcia" (tę formę w dopełniaczu znalazłam w słowniku!). Tak, tak, wiem, ojcowie też potrafią być zmęczeni, ale o nich następnym razem - żeby mieli pełnię uwagi w jednym poście...


Zatem matki czasami mają wszystkiego dość. Wstawania w nocy, karmienia i sprzątania wszystkiego po tej, jakże angażującej czynności, ubierania (bywa, że nawet kilka razy dziennie), słuchania "mama" 55 razy wciągu...1 minuty (trochę się boję mnożyć to przez godziny i dni...), sprzątania, sprzątania i sprzątania, usypiania i ponownego wstawania w nocy.

A potem wystarczy jeden uśmiech pociechy i znowu z radością wracają do "kieratu" (mechanizm wytłumaczalny jedynie istnieniem bezwarunkowej miłości).
Ale nie daj Boże, kiedy w środku jednej z burz (zanim dziecko słodko spojrzy), np. podczas wizyty w supermarkecie, matka napotka kilka dobrych dusz zauroczonych jej cudem (np. chłopca pchającego samodzielnie mały wózek na zakupy) i usłyszy: "He is so gorgeous!" ("jest taki cudowny!").

Wtedy istnieje ryzyko dwóch skrajnych matczynych reakcji:

1. Uśmiech i rozładowanie napięcia
2. Sztuczny uśmiech i jeszcze większe nakręcenie się w środku: "Słodki? Jaki on słodki! Jakby go miała 24/7 to by nie była taka mądra!"
Mnie w takich sytuacjach przypomina się rewelacyjny film animowany, gdzie tą słodką rybką bywa mój synek, czasami...

Sami zobaczcie The Passenger

No comments:

Post a Comment