Czy pomagam mojemu dziecku w rozwoju?

A teraz odpowiedzmy sobie szczerze. Czy pomagam mojemu dziecku się rozwijać? Jak wiemy pojęcie "wychowania" ma w naszych umysłach nieco pokrętne znaczenie. Nakazujemy i zakazujemy, żeby ukształtować dorosłą jednostkę, gotową do życia w społeczeństwie...

To co mnie osobiście ostatnio klika w głowie, to przypominacz, czy nie zapominam wspierać w moich dzieciach zdrowego poczucia własnej wartości? To taka trudna i śliska sprawa, bo przecież na co dzień zmagamy się z własnym zaburzonym obrazem siebie. Pamiętamy karcące komentarze rodziców i wytykanie błędów przez nauczycieli, a nawet groźne spojrzenie karzącego Boga z obrazu w kościele...Polacy są narodem karcącym odmienność i niedopasowanie.

Jakże świat byłby piękniejszy bez tego przymusu kształcenia posłusznych i niezbyt kreatywnych roboli. Natura wyposażyła nas w potrzebę dążenia do przyjemności i najlepiej łatwej przyjemności. Jeśli się tylko nadarzy okazja, to idziemy po linii najmniejszego oporu. Chcemy seksu bez konsekwencji, chcemy jeść bez tycia, chcemy być zdrowi bez ruchu i mieć pieniądze bez ciężkiej pracy. A jak życie nas przytłacza, to chcemy ukoić nerwy alkoholem, narkotykami, a relaks jest najlepszy przed TV.


Generalizuję? Tak, z lenistwa, które jest wpisane w nasz umysł, bo człowiek ogarnia tylko tyle ile jest w stanie przetworzyć. Muszę uważać, aby mój tekst też nie był zbyt długi, bo dołożę 5 groszy do obecnego natłoku informacji...
Jesteśmy ułomni i warto to wiedzieć! Wtedy nie będziemy udawać, że możemy pracować 70h tygodniowo, bezkarnie jeść co popadnie, chować pod dywan problemy psychiczne i jeszcze twierdzić, że jesteśmy szczęśliwi. Nasza ułomność wymaga selekcji! Selekcjonujemy informacje, priorytetyzujemy zadanie, organizujemy czas i wybieramy ludzi, z którymi chcemy być blisko. Wybieramy to, co może dać nam szczęście i trzymamy się swoich wartości. Bo człowiek szczęśliwy to nie ten co wszystko ma. Człowiek szczęśliwy to ten, który wie co ma, wie, że chce o to dbać i wie po co żyje. Człowiekowi szczęśliwemu nic samo nie przyszło, bo wtedy by tego nie zauważył i nie docenił...


Zdrowe poczucie własnej wartości umożliwia nam utrzymanie swojego kręgosłupa, dążenie do tego, co dla nas ważne i przede wszystkim zdolność do kochania innych. 


A tymczasem nasze dzieci patrzą na nasze zmagania, kopiują nasze bezwiedne zachowania i próbują wyjść z naszych wychowawczych prób jak najmniej pokrzywione. Jedyna metoda wychowawcza, której jestem pewna, to przytulanie...reszta? Kto wie?
Zatem przytulajmy nasze dzieci i pomagajmy im przeskakiwać niedostępne dla nich przeszkody. Mówi się, że szczęśliwi rodzice = szczęśliwe dzieci. Jakiś pomysł jest, nie?


No comments:

Post a Comment