Podróże z Australią w tle

Przyszedł czas na obiecany post o lotach i podróżach z Australią w tle...Dzięki też za polubienia zdjęcia konkursowego, nie udało się wygrać, szczerze - to ciągle zadziwia mnie to jak wygląda przepływ informacji w Internecie i jak ludzie reagują na różnego rodzaju informacje. Dziękuję tym, co poświęcili kilka sekund i wywołali uśmiech na mojej twarzy :D Róbmy coś dla innych, a wtedy świat będzie piękniejszy...

Lot z Europy do Australii to minimum 26 godzin w podróży, jeśli się mieszka blisko lotniska :P Kto przeżył taką podróż ten dwa razy się zastanowi czy warto oszczędzać na bilecie i kombinować z przesiadkami i eksperymentować z tańszymi liniami lotniczymi. Co innego podróż samemu, co innego z dziećmi. Można i lecieć kilka dni z noclegami, można zrobić z tego przygodę...Ja stawiam na szybko i bezboleśnie z Emirates, dobre jedzenia, gadgety dla dzieciaków i przemiła obsługa.

Radzić nie zamierzam, mogę jedynie pokazać jak z perspektywy Polaka mieszkającego w Australii wygląda podróżowanie.
Do Europy jest daleko i drogo...co gorsza, różnica czasowa powoduje, że jet lag jest dotkliwy. Znam osoby, które latają do Polski co 2 lata, tęsknią, nie omijają ważnych uroczystości rodzinnych, poświęcają swoje uzbierane dni urlopowe na zobaczenie się z rodziną albo zapraszają bliskich i fundują im wakacje (zwłaszcza rodzicom). Przylot na mniej niż 3 tygodnie mija się z celem - połowę prześpisz...

Ci co tęsknym wzrokiem patrzą na Europę, robią tak, aby móc sobie na regularne wizyty pozwolić. Inni, zauroczeni życiem w Australii lub po prostu mający mniej zasobne portfele - organizują swoje urlopy wokół Australii. Loty lokalne też nie są takie tanie (mała populacja i odległości robią swoje), zwłaszcza z Perth na drugi koniec AU. Bywa, że wakacje na Bali to najtańsze wyjście.

Znam takich, co nie mogą jednak obejść się bez "bycia u siebie, w Polsce" i regularnie latają, co by się działo...a może to rodzina w Polsce wymaga? Przecież MY W AUSTRALII ( haha) mamy pieniądze i cza nie? Nie dziwi mnie brak zrozumienia w oczach rodziny, gdy mówię: "za kilka lat przylecimy"...Nie dziwi mnie obojętność w oczach bliskich, gdy zapraszam do siebie...To są teraz dwa światy. My chcemy dla naszych bliskich wakacji życia, niech coś przeżyją, odkryją, wyluzują się, odpoczną...A oni dziwią się, że za Polską można...nie tęsknić.

Może brakować mamy, taty, tego czasu gdy widzimy, że się zmieniają..może brakować wspólnego śmiechu z rodzeństwem...może brakować poczucia, że jest się swojakiem...może. Tylko po kilku latach za granicą, wszystko się zmienia. Śmiejemy się, a nasi bliscy nie wiedzą z czego. Unikamy rozmów o polityce i kwestiach światopoglądowych. Mówimy: "Rozumiem, że masz odmienne zdanie i szanuję to" (taki żart nie?). Każdy mówi o swoim życiu, TY o grillu, kempingu, pracy, szkole dzieci, a Twoi bliscy o sąsiadach, kto umarł, kto się ożenił i jak to źle się w kraju dzieje...

Przesadzam? Może...bo jeszcze nie byłam w Polsce od 2013...Za kilka lat przylecę, jak dzieci będą większe i łamaną polszczyzną powiedzą: "Czesc, jak sie masz..." Zostaną zestrzelone wzrokiem nie raz, będą mówić na TY do starszych i dziwić się, że tyle stresu dookoła...będą mówić po angielsku do kolegów i dziwić się, że nie rozumieją, będą w końcu dziwić się, że tyle jedzenia na stole..."
Gdziekolwiek mieszkasz za granicą, powrót do kraju to powrót do starych schematów. To oczekiwanie, że wszystkich odwiedzisz i zostawisz prezent. Ciężko Ci będzie zorganizować najbliższych w jednym miejscu (żeby dzieciaków nie ciągać po całej Polsce), bo ludzie są zajęci i spracowani. No i mają swoje plany też. Ty wyjechałeś - Ty masz obowiązek odwiedzania.

Mnie to się marzy, że przyjadę do Europy i będę na wycieczce. Zobaczę się z rodziną, a ona zabierze mnie w ciekawe miejsce, gdzie jeszcze nie byłam. Zostawi stół w spokoju i wstanie od niego, żeby eksplorować. Odejdzie od codzienności i otworzy się na doświadczenie czegoś nowego.
Marzy mi się. Tracę w tym czasie ważne uroczystości rodzinne i w końcu, jak już moja stopa postanie w Polsce, chcę, żeby to były wakacje dla wszystkich a nie spełnianie obowiązku i sprowadzanie naszego optymizmu do poziomu...

MY TUTAJ w AU (hahaha) też jesteśmy ludźmi, też mamy swoje zmartwienia, też codziennie musimy sprzątać i gotować, też chodzimy do pracy i jak jedziemy na wakacje, chcemy wakacji! Też musimy wziąć urlop, żeby je mieć. Proszę Was - rodziny Polaków zza granicy - dajcie waszym bliskim wakacje, uśmiech, przytulenie i ciepło. Niech nikt z nas nie żałuje decyzji, że poleciał do Polski zamiast do Cairns...

Z ciekawości sprawdziłam lot z Adelaide do Warszawy do rodziny 2+2 na 1 miesiąc: ponad 5 tys AUD. To nie tylko lot, ale też czas. Szanujmy nasz czas i bądźmy realistyczni. Do tej pory śmieję się, gdy znajoma zapytała, czy ktoś nas już odwiedził :)
Zatem Polska z perspektywy Australii jest daleko, ale to od miejsca i osób do których mamy zamiar się wybrać zależy, czy to odległość warta wysiłku.

No comments:

Post a Comment